właśnie utrzymanie jej w stanie "palisz i jedziesz nad morze" mnie pokonało dlugofalowo. przy przebiegu grubo przekraczającym setkę trzeba czasem coś wymienić. suma tematów które należało ruszyć za gruba się uzbierała. sprzęgło, rozrząd, dyfer, klawiatury, jakieś uszczelnienia po drodze. wychodziło ponad czwórkę w częściach. po raz kolejny. odpuściłem. aczkolwiek nigdy nie zawiodła w drodze. ani razu. natomiast to trudny motor. fajnie się prowadzi, dobrze manewruje, głęboko składa w winkle ale...hamuje jak wszystko z lat 80tych mimo nowych tarcz, wypasionych klocków i przewodów w oplocie. zmiana biegów jak w ciężarówce. kto jezdził ruskiem ten wie o co cho. a do sprzęgła trzeba mieć łapę jak kafar na dłuższej trasie. nie można takiego bmw porównać z japończykiem z podobnych lat w którym wszystko działa lekko, bez zacięć i jednym palcem. to wszystko powoduje, że taki motor mimo swoich 50koni zaczyna odstawać w grupie na długim przelocie. bo męczy. bo wolniej hamuje, bo wolniej się rozpędza, bo cośtam cośtam. wizerunkowo, hobbystycznie, kolekcjonersko super. ale użytkowo już jaj nie urywa. miałem transalpa wczesnego, z 89roku. tam wszystko działało na jedne palec bez najmniejszego wysiłku. jak chcesz jechać takim sprzętem codziennie do roboty to robi różnicę.