salvage certificatePowiem tak - mój kolega kupił z takim certyfikatem - i co się póżniej okazało, bo z zewnątrz był jak nowy - moto był po powodzi. Pod głowicą i innych częściach moto tam gdzie nie było dostępu np. w obudowie manetek był stwardniały muł po powodzi, pod głowicą również. Jak otworzyli silnik to do remontu były - głowice, nowe tłoki, pierścienie, zawory, dźwigienki zaworowe oraz łańcuchy i uszczelki. Acha jeszcze odprężnik. Tym motocyklem przejechał ponad 10000 mil (ciągle coś mu nie pasowało, dzwięki metaliczne w głowicy i inne - sprawdzane były inne modele i praca ich była normalna, tak jak pracują V-Tviny)aż w końcu zaczęło wszystko po trochu padać - skończyło się na kapitalce. Wcześniej jeszcze padł mu teleskop tylny oraz stacyjka - przyczyna muł. Teraz to nowe moto, tylko kto w to teraz uwierzy że motocykl jest po kapitalnym remoncie i jest jak nowy. Wiadomo same straty a na ellegro było opisane - jaki to ideał. A tak dla ciekawości to po kupnie moto był w dwóch serwisach na śląsku i stwierdzili że wszystko jest ok. Acha jeszcze jedno w cylindrach po rozebraniu były wżery po wodzie i widoczny ślad gdzie woda stała. To nie mów mi kolego że salvage nie jest po powodzi. W Polsce jest pełno handlowców którzy robią takie wały bo na takich przekrętach jest największa kasa. Bo kupi go w USA za 500 US a w Polsce sprzeda za 30000 zł. Uważajcie i dokładnie sprawdzajcie motocykle z USA. Jeszcze jedna rada nie zgadzajcie się na ZANIŻANIE CENY NA FAKTURACH motocykli z USA ,bo jak handlowiec wie że moto był felerny to mówi różne bajery żeby zaniżyć fakturę bo jak by przyszło np. do zwrotu przez was motocykla bo coś w nim nie gra, to wypłaci wam kasę która jest na fakturze, a nie wypłaci wam kasy którą faktycznie zapłaciliście za moto. Pozdrawiam i Wesołych Świąt