Moja historia jest o tyle ciekawa, że nie dość, że kobieta, to jeszcze do jakiegoś czasu przeciwnik motocykli...Sceptycznie byłam nastawiona do motocykli, bo jako młoda dziewuszka wsiadłam na moto z nieodpowiednią osobą, która po prostu wystraszyła mnie!! Lata mijały... ja niezmiennie w swoim zdaniu... Wyszłam za mąż, od początku mąż chorował na moto, rok minął, postawił mnie przed faktem dokonanym, kupił!!! Nie musiał mnie namawiać, wsiadłam i .... zakochałam się!Minął rok, postanowiłam pójść na prawo jazdy (oczywiście w tajemnicy przed całą rodziną), zdałam za 1 razem , w czwartek odebrałam prawo jazdy, w sobotę kupiłam moją SV 650 s, zachorowałam na nią i nie było mocnych, musiała być taka... Mąż już nie doczekał zakupu motocykla (rozwiedliśmy się), ale pasja po nim pozostała!!Rodzice dowiedzieli się całkiem przez przypadek, bo kiedyś zostawiłam u nich kurtkę na moto i wyleciały z nich dokumenty od motocykla... a na fakturze widniało moje imię i nazwisko....Było bardzo ciężko nie powiem... teksty typu "Do momentu kiedy nie sprzedasz moto, nie masz co odwiedzać rodziców... itd." nie odzywali się kilka dni... i jak każdemu chyba rodzicowi, przeszło... Nadal sceptycznie do tego podchodzą, bo "poważna kobieta, motocykl itd... przecież to nie pasuje " po prostu w tej kwestii nie wypowiadają się nic, oprócz np. 1 dzień świąt BN oglądamy telewizję, leci jakiś program, dziewczyna schodzi z motocykla i ściąga kask... tata: "ooo twoja koleżanka". Martwią się, to normalne....W każdym bądź razie przyjeżdżam do nich zawsze samochodem, dla dobrego stanu ich serduszek