Cześć, Może ktoś z was spotkał się z takim przypadkiem, bo za chwile dostane z tym motocyklem do głowy :/ Ogólnie: Pacjent: Suzuki GS 400 z 1980 roku, po remoncie silnika (Nawet nie dotarty), więc wszelkie przyczyny typu: za niskie ciśnienie sprężania, za ciasne/lużne zawory, wypalone gniazda zaworowe, problemy z zapłonem itp. można wykluczyć. W gaźnikach jak dotychczas wymieniłem: wszystkie dysze, iglice, zaworki iglicowe wraz z gniazdami, uszczelki + były czyszczone w myjce ultradźwiękowej. No i mnie coś trafia bo jak bez obciążenia obroty fajnie schodzą, tak podczas jazdy po wciśnięciu sprzęgła "zostają" na prawie takim samym poziomie, zaczynają powoli spadać dopiero po paru sekundach. "Lewego" powietrza nigdzie gaźniki nie łapią, sprawdzone plakiem (Teraz mam przyjemny zapach leśnej sosny w garażu ) Próbowałem już rożnych cudów, podnosiłem/opuszczałem iglice, ustawiałem synchro "na pałę", jak i na zegary, zmieniałem skład mieszanki na śrubie, wkładałem różne filtry powietrza, jednak problem cały czas występuje. Poziom paliwa w komorze ustawiony zgodnie z serwisówką, pływaki całe, przepony na oko również całe. Linki wyglądają całkiem ok (Ale w akcie desperacji zamówiłem nowe ). Pomoże ktoś?