Zdarzenie miało miejsce w terenie zabudowanym z dopuszczalna predkością 50km/h, którą utrzymywałem. Jadąc na motocyklu potrąciłem panią przeprowadzająca rower przez droge, (nie przechodzila przez pasy, pasy znajdowaly sie jakies 20 m od miejsca próby przejścia)Hamując przewróciłem motocykl, który poszedł wraz ze mna ślizgiem, przypadkiem chcąc sie na nim utrzymać odkręciłem manetke gazu, co spowodowalo ze motor przyspieszył i i zachaczylismy o rower starszej pani, która trafiła do szpitala, prawdopodobnie będzie tam dłużej niż 7dni. Pani weszła na środek prawego pasa, nie spoglądając w lewą strone. Długośc mojego ślizgu to było ok 75m(czyli szacunkowo technicy policyjni mogą mi podać duża prędkość). Wg artykułu o ruchu dorgowym dotyczącym pieszych "zabrania się:1. wchodzenia na jezdnię: 1. bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych, 2. spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi(wyszła z lasu, ograniczającego widoczność);2. przechodzenia przez jezdnię w miejscu o ograniczonej widoczności drogi; 3. zwalniania kroku lub zatrzymywania się bez uzasadnionej potrzeby podczas przechodzenia przez jezdnię lub torowisko(zatrzymała sie na środku prawego pasa, spoglądajc czy z prawej ma wolną drogę); Z mojej analizy wynika, ze złamała powyższe punkty kodeksu drogowego. Czy w tym wypadku wynika jasno, że jestem niewinny i winę ponosi tylko ta kobieta? Czy jak ewentualnie oszacują mi, ze znacząco przekroczyłem dozwoloną prędkość to ja jestem winny/współwinny zdarzeniu?Czy wiecie może jak szacunkowo przekłada się długość ślizgu na prędkość z jaką poruszał się cyklista? Z góry dziękuje za pomoc.