No to może i ja się wypowiem. Na motocyklach śmigam ponad 12 lat. Przez ten czas jeździłem od MZ 251 poprzez różne GSX, ZZR 1100 a obecnie maxiskuter Piaggio 500. Kilka lat temu (2004 rok) przeżyłem identyczny wypadek w Miechowicach. Jechałem prosto na moto a facet Laguną z naprzeciwka i nagle postanowił skręcić w lewo - dzwon, krótki lot i spotkanie z matką glebą. Mając na uwadze moje jakieś tam doświadczenie motocyklowo-wypadkowe czuję się więc w miare kompetentny wypowiedzieć sie w tym temacie. Otóż - jeśli ustalenia się potwierdzą - i okaże sie że auto jechało od Kalet w kierunku M.Śl. i chciało skręcic do Żyglinka a moto jechalo od M.Śl. z prędkością 150+km/h to kierowca auta wykonując manewr skrętu w lewo widział światło jednosladu (jesli moto miało światło włączone) gdzieś daleko przed sobą 200 może 300 m od skrzyzowania. Oceniając swoje położenie i położenie tego światelka prawdopodobnie ocenił że spokojnie zdąży przejechać krzyzówkę a nawet będzie daleko zanim ten jednoślad zblizy sie do skrzyżowania.Nie zakladam że kierowca auta świadomie chcial mieć wypadek. W chwili kiedy wykonywał manewr motocykl po prostu wyrósl przed nim i kierowca miał trzy opcje: uciekac z krzyżowki, hamowac, nie zrobić nic. Nie wiemy jaką decyzję podjął natomiast znamy skutki. Kierowca winny ? Tak, ale nie on sam. Skad mogł przypuszczać że przed nim nie jedzie pojazd tylko leci pocisk. Nie ma mozliwości by każdy pojazd spotykany na drodze analizowac pod tym kątem bo człowiek by nigdy ze skrzyzowania nie ruszył to raz a dwa pojazd lecacy z taka pręskością po prostu jest z daleka własciwie niewidoczny a za trzy sekundy jest juz obok nas. Można mieć zdrowe wszystkie zmysły a i tak nie ma szans by go dostrzec i prawidłowo ocenic jego prędkość. Kierowca moto winny (nie wiemy kto prowadził moto - chłopak czy dziewczyna)? Oczywiście, bo kto mając trochę oleju w głowie zbliża sie do krzyzowki z prędkościami zabronionymi nawet na autostradzie? I prosze nie pisać że może jechał 90 a może tylko 110 bo skala zniszczeń samochodu wskazuje za duuużo wyższą prędkość w chwili kontaktu i tu wrócę do mojego wypadku. Ja w chwili zderzenia z autem miałem ok 60 km/h i w Lagunie zniszczeniu uległ reflektor, zderzak i wgnieciona został maska a auto własciwie samo odpaliło i zjechało ze skrzyzowania. Wiem zatem co piszę. Poza tym też kiedyś miałem 18 lat i wiem jakie skutki daje mieszanka pod tytulem: młodość+brak doswiadczenia+szpan+szybkie moto. Reasumując - moim zdaniem - za wypadek odpowiadają równo obydwaj kierowcy ale za skalę zniszczeń i skalę tragizmu tylko kierowca moto bo gdyby jechał wolniej to skończylo by sie moze na kilku złamaniach, moze kliku siniakach a może by się zdażyli minac bezkolizyjnie. Aha i jeszcze jedno. Na rozprawie sądowej po moim wypadku kierowca samochodu prawie płakał. Jak z nim rozmawialem to mówil że nie umie sypiać bo cały czas mnie widzi lecacego przed jego maską. Dostał chyba rok w zawiasach i weź tu teraz znajdź robotę jak wszędzie proszą o zaświadczenie o niekaralności. Także jak widzicie chwila nieuwagi i wszystkie strony mogą spaprać sobie resztę zycia. Żal mi wszystkich uczestników tego zdarzenia i jeszcze raz podkreslam, że jest to moja prywatna ocena tej sytuacji. Pozdrawiam