Byłam w tym roku na trochę dłużej w Bieszczadach, padło na Polańczyk, ze względu na jego usytuowanie - fajna baza wypadowa na wszystkie szlaki, które chcieliśmy przemierzyć. Noclegów wcześniej nie rezerwowaliśmy, znaleźliśmy je na miejscu po wykonaniu dwóch telefonów, w dość rozsądnej cenie, więc chyba nie jest aż tak źle Ludzi w samym Polańczyku był tłum, ale już poza tymi okolicami całkiem spokojnie. Przejechaliśmy Małą i Dużą Pętlę Bieszczadzką i momentami droga była całkowicie pusta. I fakt, widać, że turystów przybywa z roku na rok - coraz więcej kramów z dziadami w Solinie i Polańczyku, w Cisnej podobnie. Na drogach większość aut na "zagranicznych" tablicach - najwięcej śląskich i dolnośląskich, tubylców mijaliśmy niewielu. To już nie te Bieszczady, które pamiętam z dwudziestu czy piętnastu lat wstecz. Ale można jeszcze trafić na dzikie, spokojne miejsca, z dala od tego turystycznego jazgotu.
Krzyżtopór rzeczywiście robi wrażenie. Jeszcze kilkanaście lat temu ruina, dziś wygląda pięknie i robi wrażenie. Podobnie jak zamek w Chęcinach